KSIEGA

LINKI

Insomnium
najlepsza strona w sieci.
Longing4home
...constantly.
Outside-the-wall.
Some kind of art, mojego pochodzenia.
koukounaries
wejdź do łazienki i powiedz, że ją kochasz.
Naddie
Szept.
Męskie spytki.
Dla amatorów seksu. Każdy się zawiedzie.
Angelus
Twórczość Krucza.
Nayah;
opętane ćmy i goni mnie krzesło.
L4h
longing4home
Antydyslektyk
Ostoja Polszczyzny. Raczej nie dla tych, co miast mózgu, mają we łbie łączący uszy drucik.
Irtheve
Sieć.
Mistrz Amadeło
stary pierdoła...
Jasmine
Krople rosy.
Blog Madzi
...dziewczyna z zapalniczką.
Blog Inki
...bardzo ładna autorka(...)

ARCHIWUM


2012
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2006
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień


Blog.pl

design by gingery


godz: 23:42 data: 2010.11.21
Fin de siecle.

Tracą na aktualności

Piosenki o wieczności

Pamiętniku, zatęskniłem

Spowiadam się tobie jednemu, że bardzo zgrzeszyłem.

 

Musiałem zamieszkać w morzu, żeby uświadomić sobie, że nie lubię ryb. Chociaż pociągały mnie do dna niezmierzone światłocienie, przezapomniały mi westchnienia planktonu i radości ikry, to jednak mam dość.

Nałykałem się słonej wody, jak Robinson. I tyleż co on straciłem.

  

Gdy bowiem wypełzłem na powierzchnię, niczym pierwsze płazy, na brzegu nikogo już nie było. Nic nie czekało, znalazło sobie lepsze więzienie. Bezpieczną klatkę bez okien.

 

Pustka okazała się być głębsza niż ocean.

 

Zapiski z roku 2007 są już tylko historią. Oby nie spotkał tej historii los rodem z Orwella.

Obym ja nie uległ ewaporacji.

 

Teraz idź, odwróć się plecami do dnia

i staw czoła

wielkiemu pyskowi bezbarwnej samotności…

 

Jestem tak zajebisty, że cytuję sam siebie.

Ciekawe, czy krasnale ogrodowe potrafią tak krakać?

 

Anyway, skoro nic tu nie ma, to ja wracam do morza.

Chociaż mówili mi, że ewolucja nie działa wstecz.


Komentuj(0)


godz: 05:14 data: 2010.08.20
Changes

Nadszedł czas zmian. 
Nie wiem wprawdzie do końca, na czym owe zmiany mają polegać, ale nie mogłem wymyślić lepszego zdania na rozpoczęcie ostatniego wpisu. 

I'm going through changes...

Tak śpiewał Ozzy Osbourne, blisko 40 lat temu. 
40 lat, you bastards! Czy ktokolwiek z was miał kiedyś tyle?
Ja nie mam nawet połowy tego. I nie chcę mieć.

Zatem, jak się rzekło, nadszedł czas zmian. 
Czas Robienia Lodów i Wilczej Zamieci. Czas koszenia chodników. 
Czas pieprzenia twojej matki... ups, to miała być tajemnica.


Aktualnie wre praca nad projektem, którego jestem głównym inicjatorem i naczelnym redaktorem.  Projekt ten mówi sam za siebie, więc nie będę się nad nim rozwodził. 
Poniżej link:

www.insomnium.eu

Poza tym, jest szansa, że prywatne swe rozważania rozważę tutaj:

www.drainbramage.blog.pl

Yes, someone have stolen my nickname so I have to change it to this shit. 


To chyba wszystko. 
Nawet, jeśli coś zostało, nie ma to większego znaczenia, wszak:


All this moments will be lost in time, like tears in rain.
Rutger Hauer


Jeszcze jedno: 16 maja 2010 roku zmarł Ronnie James Dio. 
Spalcie za niego szluga czy dwa i wspomnijcie czasem dziadka heavy metalu.

Aha, coś jeszcze:
To z twoją mamą to nie był żart.


PS. You're adopted.

Komentuj(2)


godz: 03:04 data: 2009.08.26
Man in the box.

To ja, człowiek z pudełka, zakopany w gównie...

Czy podasz mi dłoń?

Alice in Chains


Komentuj(0)


godz: 01:03 data: 2009.08.5
I fell out of heaven...

No i co?

Pierwszy raz o Tobie, nawet, jeśli o mnie.

Wszystkie emocje wyszły ze mnie i usiadły mi na plecach, czekając, kiedy upadnę po raz pierwszy. I żaden kmiotek z Cyreny nie pomoże mi ich dźwigać.

Żaden kociak nie otrze mi twarzy.

Could have lied, I’m such a fool

My eyes could never, never, never keep their cool…

Mogłem kłamać. Teraz czekam, aż Piłat zmyje ręce. Cokolwiek będzie, będzie.

Que serra, serra... whatever will be, will be…

Całe zło tego świata bierze się z zastanawiania. Niekoniecznie dlatego, że niewłaściwe osoby się za to biorą. Chodzi raczej o to, że zawsze należeć one będą do mniejszości. Może lepiej, żeby ktoś myślał za nas? To oczywiście śmiech z mej strony. Zajebałbym takiego myśliciela, jeszcze zanim pomyślałby za mnie, że chcę mu zajebać.

A jednak… nie mielibyśmy tych groteskowych problemów.

Showed her and I told her how

She struck me but I’m fucked up now…

Niby, kurwa, facet, a taka miętka sprawa.

Chcę replay ostatnich kilku godzin życia. Co najmniej trzech. Wiedziałbym, co robić.

Przebili mu serce, przebili duszę, jednak nie przeszło na wylot, co miało przejść. Niedobitki uczuć tryskają przerażone na prawo i lewo, tylko patrząc w zamieszaniu, gdzie by tu coś zajebać. Każdy chciałby coś podpierdolić dla siebie. Gdzie my żyjemy? W Zoo?

Na samym końcu zaciskam bez siły pięści. Nie marzę. Nie pytam. Nie rozpamiętuję.

Przez zaciśnięte pięści krzyczę najgłośniej.

Fender będzie już jutro.   

Gdzieś ty się, kurwa, nie mył?


Komentuj(1)


godz: 19:52 data: 2009.07.30
Nights in white satin.

Widzisz, dziecino…

Zawijam się na parę dni z tego pięknego miasta.

Przecież i tak sierpień napoi mnie deszczem, ugłaszcze czułym końcowoletnim wiatrem, kiedy tylko wrócę i znów zacznę obijać swą zakapturzoną postać o zmęczone jak ja mury starówki. Sprawy mają się tak od wielu lat. To obustronny układ i nikt nie narzeka.

Ani sierpień, ani ja.

Kociaki miauczą all along the way.

The way through the life.

Ponadto, Fender Stratocaster zmierza w moim kierunku po nieugiętej trajektorii konieczności i nic już nie powstrzyma naszej ostatecznej fuzji. Będziemy nierozłączni przez resztę sierpniowych nocy…

Nights in white satin

Never reaching the end…

…a nawet dłużej.

Dobranoc,

Adieu.


Komentuj(0)


godz: 16:28 data: 2009.06.18
Blue Train.

Generalnie.

Kończy się rok, a nadzieja, że następny coś jeszcze zmieni, należy do takich, co dają na prawo i lewo. I nie wolno się z tego śmiać. Nie należy się również dziwić, że tylu jest głupich.

Skoro ich matka jest szmatą.

W głośnikach Coltrane. Z przyzwyczajenia miałem zamiar zacytować fragment jego utworu. Problem w tym, że w jego muzyce słów nie ma. To rodzaj uniwersalizmu.

Rodzaj czarów.

A kind of magic.

Nie ma co, skurwiłem się znojnie ostatnimi czasy, same zaś czasy robią się z każdym dniem bardziej surowe i nieprzyjazne. Mimo to, jest fajnie.

Przeżyłem pierwszy rok szkoły średniej, odnotować. Następny będzie przystępny. Wszystko jednakowo popierdolone, ale ja to lubię. Uwielbiam pchać się w centrum syfu, jak jakiś wiedźmin. Ostatni wiedźmin świata pośredniego.

Ubi sunt qui ante nos fuerunt?

Ano, jedni poszli, przyszli nowi...

Przyjaciele. Namnożyło się ich, jak kurwich synów.

Przyjaciele. Ich jedyną wadą jest wadliwość.

Tak, to właśnie oni. Z posadami, podatkami i białymi chorągwiami.

Tłumy ich.

Mają niezwykłą, niewyjaśnioną tendencję do zawodzenia.

Zżerają ich trendy.

Kwiaty naszych złudzeń i owoce ambicji

z zamiłowania do rozwiązań gotowych

wszak mało komu

że świat jest większy

przyszło do głowy.


Komentuj(0)


godz: 17:43 data: 2008.04.24
Otchłań.

przyprowadź mi otchłań, jeśli potrafisz...

na smyczy, posłuszną
haniebną i duszną
szumiącą, jak muszla,
nie pod wiatr - z prądem
nadżartą trądem
głęboką i ciemną
nagą, bezdenną
nieczułą i pustą
wciąż głodną, choć tłustą
sercokamienną
niech będzie oszustką
 - woła mędrzec

a Bóg usłuchał
i przyniósł mu lustro


Komentuj(4)


godz: 22:34 data: 2008.01.12
Diabeł i statystyka.

Widzę, że się tu u was nie przelewa...
Koń pod górę, owca beczy, tylko świnia ziewa.
Owoce waszej pracy podlegają instytucji,
zostałyście oszukane, biedne dzieci rewolucji.

I co tak stoicie, czy wy tego nie widzicie?
Jak galopem spod kopyt ucieka wasze życie?
Ile wam obiecywali, a jak często odmawiali?
Wszystko to dla siebie brali, choć są przecież śmiesznie mali.

Teraz tu jesteście, bezbronni i nadzy,
tu, tu właśnie, u stóp tyrańskiej władzy.
Odziane w idee, nadzieje, zasady,
wasze czułe nosy zmarzły, nie poznały zdrady.

Te ich słowa – propaganda otulona indoktryną,
wszystkie wizje doskonałe, żeśmy są rodziną.
Trzeba znaleźć dziurę w całym, między skutkiem a przyczyną.
Ich iluzje są nietrwałe, nie ufajcie skurwysynom.


Zdradziłem swą żonę, Prozę, i sprzedałem się kurwie Poezji.
Powyższe przemówienie odnosi się do lektury „Folwarku zwierzęcego” i zrodzone jest z matki Konieczności, zawsze dziewicy.

Mam przeczucie, że powraca wiosna. Mimo ziemi sztywnej jak nieboszczyk i nie do końca stopionych lodów, ona wdziera się tu ambitnie. Jej nieprzespana wersja „demo”. Pewnie przez dłuższy czas będzie pojawiać się i znikać, zapalać się i gasnąć, jak podczas teleportacji przez telefon czy przy dwunastogodzinnym porodzie.
Wciągam tabakę, popijam colą, rozglądam się i widzę: świat ma sześć stron – cztery strony świata, stronę oficjalną i stronę główną. Ileż trudu zadają sobie poeci, by świat ten zmieścić w opasłym tomie.

Mam litery, które i ślepych widzącymi uczynią...
Fryderyk N.


Komentuj(7)


godz: 16:57 data: 2007.12.11
wspomnienie jesieni / impresja kina drogi

Nad cmentarzem wyrósł żelazny krzyk trąbki, ciężki metal, który oparł się na półnagich drzewach strząsając z nich liście i skrzeczące ptactwo.
Swoją barkę pozostawiam na brzegu...
Suchy, zmarznięty głos duchownego przez chwilę wisiał w górze rozpamiętując przeszłość, później opadł na ponure mogiły, nie poruszając ich nawet.
Po chwili wróciła cisza. Wszystko zamarło, jedynie dzieci biegały po ścieżkach, goniąc kasztany i koty. Te ostatnie przemykały pomiędzy grobami i nikły w marmurowych labiryntach, jak najdalej od ludzi.
Stałem nieco z boku, obserwując żałobników i myśląc o Bogu, którego obwiniali. Przy odrobinie szczęścia byli tylko nic nierozumiejącymi egoistami. Może wszyscy się mylimy.

Zorana żalem ścieżka nie zatrzymała mnie, poprowadziła do wyjścia i wypuściła na świat, tak jak ujście wypuszcza rzekę na otwarte morze. Minąłem marznących sprzedawców zniczy, przydrożne dzieci z zapałkami w bawełnianych rękawiczkach z obciętymi palcami. Nagle wyrosły przede mną wieżowce i z każdego z okien wylewało się życie, uchodząc ku niebu, niby dym z komina, gaz z piwa.

Późniejsza dawka przyjemności sprawiła, że zapomniałem o egzystencjalnych rozważaniach, o wszelkim myśleniu. Jednak wszystko wraca z czasem w snach i odgrzewa wspomnienia.
Ktoś nagle krzyknął, urywając film: SUMMER i CHUJ!

To moje prywatne, ciche pragnienie lata.

 


Komentuj(1)


godz: 06:28 data: 2007.11.8
Listopad włazi do miast.

Zegar to cwaniak, obraca trzy wskazówki naraz.
Ale budzik też nie jest święty, bez cienia zażenowania rozpina gorset nocy. 

Komentuj(6)